[fb_button]
Wczoraj Polacy zadecydowali, kto będzie reprezentował nasz kraj przez najbliższe 5 lat. Rzekomo do 22:30 była cisza wyborcza. Jednak… cały Internet huczał i wręcz prześmiewczo omijał zakaz publikowania sondaży.
Jeśli istnieje ktoś, kto nie wie czym jest cisza wyborcza, to odsyłam do Wikipedii.
Pokrótce chodzi o to, że w czasie ciszy wyborczej pod groźbą kary nie można m.in. publikować sondaży. I tak, nikt oficjalnie wyników nie upubliczniał, ale… na wszystko można znaleźć sposób. Doskonale wiedzą o tym ci, którzy tweetują. I tak Komorowski był m.in kiełbasą myśliwską i bigosem, a Duda kiełbasą krakowską i budyniem.
Poniżej kilka przykładów:
Proszę czytać bardzo uważnie. Jeśli te dane są prawdziwe: 17:30 Budyń 52,1 bigos 47,9, to mamy nowego prezydenta.
— Kontrowersje.net (@kontrowersje) maj 24, 2015
19:00 53 Budyń 47 bigos — Dominik Drzazga (@dominikdrzazga) maj 24, 2015
Byłem w sklepie: krakowska po 55 a myśliwska po 44. — Maciej Swirski (@szczurbiurowy) maj 24, 2015
Na bazarku budyń po 51,2, a bigos po 48,8. #wybory2015 #wybory #czujezmiane #bigos #budyn
— Marek Jarczyński (@MarekJarczynski) maj 24, 2015
Podobna akcja miała miejsce podczas wyborów samorządowych i parlamentarnych. Czy można mieć pretensje do tweetujących? Absolutnie nie. Skoro tego typu informacje w jakiś dziwny sposób „przeciekają”, to trzeba ponosić konsekwencje. Jeśli coś ma być tajne, to nikt nie powinien o tym wiedzieć. Problemem nie jest to, że ktoś ominął zakaz. Problemem jest to, że ten zakaz w dalszym ciągu istnieje.
Potwierdza to tezę, że cisza wyborcza w dobie Internetu nie ma sensu. Prawo po raz kolejny nie nadąża nad rozwojem technologicznym. Media internetowe, to w chwili obecnej największa potęga o czym wiedzą już (prawie) wszyscy.
[fb_button]

