Cieszę się jak dziecko. Cieszę się niezmiernie. Chyba wszyscy już wiedzą, że „Dragon Ball” doczekał się kolejnej serii anime! A jak ktoś nie wie, to znaczy, że gdzieś zabłądził w Internetach. Mniejsza. Bo wiecie co? Znów chcę być jak Sūpā Saiya-jin! Witaj „Dragon Ball Super”!.


Jeśli jesteś jednym z tych, którzy zabłądzili i o „Dragon Ball Super” nie wiesz nic, koniecznie zobacz to i to, to też. A już najlepiej to sprawdź kanał Bukiego na YouTubach, niezależnie od tego czy wiedziałeś o nowym „Dragon Ballu”, czy po prostu jesteś fanem anime. Sprawdź.


Jeśli zastanawiasz się czym jest „Dragon Ball” to opcji jest kilka: masz mniej niż 20 lat, nie miałeś dostępu do RTL7/odcięli ci telewizję, straciłeś dzieciństwo, albo… porwali cię kosmici. Wiadomo, nie każdy przepada za „chińskimi bajkami”, ale nie kojarzyć „Dragon Balla” to grzech ciężki.


I czym tu się tak jarać?


Wszystkim. To nie tylko „powrót do przeszłości” i możliwość przypomnienia sobie tego jak to było kiedyś. I wcale nie mam zamiaru prawić gadek w stylu „kiedyś było lepiej”. Zwłaszcza, że nie było. „Dragon Ball” to przede wszystkim miłe wspomnienia. Setki godzin rozmów z rówieśnikami na temat całego uniwersum, nawiązywanie nowych przyjaźni, wspólne oglądanie odcinków, zbieranie kart, naklejek, figurek. My naprawdę żyliśmy „Dragon Ballem”. Gdy plac był pusty, było wiadome, że wszyscy wyczekują kolejnego odcinka.


tlum

„I czym tu się tak jarać?” Powiedz to im!


Nasze życiowe wybory, a także hobby, kształtują naszą osobowość.


Wszyscy znajomi oglądali przygody Goku i spółki. Część z nich zabrnęła dalej i dowiedziała się czym jest anime. Jeszcze inni dzięki „Smoczym Kulom” pokochali Japonię i jarają się nią po dziś dzień.


Możecie się śmiać, ale wielu z nich nie byłoby tymi, kim są teraz, gdyby nie ta japońska produkcja. Czemu nie mówię o sobie? Bo ja już wcześniej żyłem japońską animacją i szybko zdałem sobie sprawę z tego, że wiele jej zawdzięczam. Zatem pamiętajcie, że nie tylko wasze życiowe wybory i codzienne decyzje mają wpływ na to kim jesteście. Śmiem stwierdzić, że w dużej mierze nasze hobby, kształtuje naszą osobowość i to kim jesteśmy, kim się stajemy, kim będziemy w przyszłości.


Tak było kiedyś…, tak jest dzisiaj.


Teraz się z tego śmieję, ale wcześniej byłem zły, że ktoś śmiał na „Dragon Balla” mówić „bajka”. To była dla mnie swego rodzaju ujma! Jako jeden z nielicznych miałem teczkę w kiosku, w której odłożone było „Kawaii” (pismo dla fanów mangi i anime). Szybko też miałem dostęp do Internetu. Przeglądałem strony poświęcone Dragon Ballowi i innym anime i postanowiłem sobie, że kiedyś stworzę swoją stronę internetową o tej tematyce.


Pamiętam ile radości sprawiło nam wszystkim specjalne wydanie Kawaii 100% Dragon Ball, pamiętam ile radości sprawiło nam wydanie Kompendium Kawaii z VHS „Dragon Bal Z Movie”. (Mama kupiła mi wydanie z  „Dragon Ball: Martwa Strefa”). Już nie wspominając o pierwszym tomiku mangi „Dragon Ball”, które wydało J.P.Fantastica. Co więcej, jak każdy miałem swoje teorie na temat „Dragon Ball AF”, drukowałem obrazki, na których był np. Goku SSJ5 i edytowałem „MUGENa„.


db


Chcąc wiedzieć coraz więcej, jako że „w kupie siła”, robiliśmy zebrania. Dziwnym trafem, im przewodniczyłem (do dzisiaj mi zostało) i wiecie co? Bardzo to lubiłem . Jakkolwiek by to nie brzmiało, „nauczałem” i byłem słuchany. Można powiedzieć, że na naszym placu „stałem się kimś”. Ale chciałem więcej, chciałem być jak Sūpā Saiya-jin.


Dzisiaj, po latach. Świat znacznie się zmienił. Wszystko „poszło do przodu”… i dobrze! Bo chcąc kupić mangę/anime, po prostu możemy dokonać zakupu nie wychodząc nawet z domu. Ale to temat na zupełnie inną okazję. Zmierzam do tego, że pewne rzeczy, teraz tak oczywiste, kiedyś cieszyły i były wręcz magiczne.


Dlatego też, niezależnie od tego czy „już wyrośliście z anime” – ehh nie lubię tego stwierdzenia, dajcie szansę „Dragon Ball Super”. Dajcie szansę swoim wspomnieniom. Zwłaszcza, że nad wszystkim czuwa Akira Toriyama i już po pierwszym odcinku wiadomo, że będzie to kolejna produkcja, która, jeśli nie zapisze się w historii japońskiej animacji, zapisze się w Waszych wspomnieniach.



Cóż więcej mogę napisać… Znów chcę być jak Sūpā Saiya-jin. Namawiam Was do tego samego.
Dajcie znać, że jesteście


Zdjęcie na górze to wektor autorstwa Bejitsu.


genkidama

PS. No to ręce, w tym przypadku „kciuki do góry” dla Goku