35

Gdy para postanawia ze sobą zamieszkać, bardzo często na pierwszy plan wysuwa się temat… JEDZENIA. A wy myśleliście, że co? Wspólne gotowanie, zakupy, poznawanie nowych smaków pozwalają na przeżycie wielu doznań smakowych.


Człowiek uświadamia sobie wtedy jak bardzo szeroki jest świat jedzenia. Nie inaczej było z nami.  Toteż, gdy po raz pierwszy w Katowicach miał miejsce zlot Food Trucków, postanowiliśmy nie przegapić tej okazji. 


Jako, że II Katowicki Zlot Food Trucków już jutro, postanowiliśmy podzielić się naszymi wrażeniami z pierwszej edycji.



Ale po kolei, czym są Food Trucki?


To takie… kulinarne transformery. A dokładniej uściślając, wyobraźcie sobie furgonetkę, która oferuje różne pyszności, a jej wnętrze przerobione jest na kuchnię. Brzmi jak pomysł z amerykańskiego filmu? Nic bardziej mylnego, bowiem to właśnie w Ameryce narodził się pomysł na Food Trucki. Nie będziemy zanudzać Was suchymi faktami. Ciekawskich odsyłamy do Cioci Wiki. Warto natomiast podkreślić, że każde tego typu „autko” jest totalnym indywiduum. Pomysł na wygląd Food Trucka zaczyna i kończy się tam gdzie wyobraźnia jego właścicieli. A niektórych myśli są wyjątkowo hmmm kosmate.


Zdjęcie z oficjalnego fanpage Foodszaka https://www.facebook.com/pages/Foodszak/1495408427372524

Zdjęcie z oficjalnego fanpage Foodszaka https://www.facebook.com/pages/Foodszak/1495408427372524


Popularność Food Trucków w Polsce ciągle rośnie. W Internecie możecie znaleźć nawet portale tematyczne, na których dostępne są m.in. kalendarz imprez, baza trucków, informacje, relacje, galerie itp.  Tutaj z kolei pomocny będzie Wujek Google, ale żeby zaoszczędzić Wam czasu, podrzucimy dwa linki. Jeden i Dwa.


RYNEK SMAKÓW – PIERWSZY KATOWICKI ZLOT FOOD TRUCKÓW.

Wiemy już czym są Food Trucki, czas napisać parę słów na temat samej imprezy.


Katowicki Rynek świetnie spełnił się w swej roli. Duża otwarta przestrzeń, w niedalekiej odległości sporo miejsca do siedzenia i co najważniejsze ulokowanie imprezy blisko dworca oraz innych środków komunikacji miejskiej. Spora część osób narzekała na brak miejsc siedzących przy samych Food Truckach, co jest naprawdę komiczne. Wystarczyło odejść parę metrów dalej żeby sobie usiąść. Dlatego też apelujemy, aby w razie przyszłych edycji nie zmieniać miejsca imprezy. Rynek Smaków został zaplanowany na dwa dni: 24 – 25 kwietnia 2015. Pojawiliśmy się w piątek (24-ego). Chilloutowy wypad zaraz po pracy, na dobry początek weekendu i zaplanowaną od paru dni wyżerkę. Bardzo fajnie, że oprócz katowickich Food Trucków do serca Śląska zajechały również trucki z Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Ludzi było sporo. Do niektórych stoisk kolejki były dużo większe, co pozwoliło nam sądzić, że tam dają pyszne jedzonko.


ryneksmakow


Oprócz doznań smakowych i wizualnych, organizatorzy postanowili zapewnić nam również miłe doznania słuchowe. Co prawda wychodziło to dość średnio, gdyż muzyka momentami była za głośna. Najbardziej przeszkadzało to podczas składania zamówienia, zwłaszcza gdy były one wywoływane. Odnieśliśmy wrażenie, że to DJ chce przejąć pierwsze skrzypce, noże, widelce?


CO JEDLIŚMY?


Ponieważ gusta kulinarne są różne, do każdego posiłku postanowiliśmy napisać swoje własne odczucia.


   Frytki belgijskie – Manufaktura Krakowska – Kraków

https://www.facebook.com/manufakturakrakowska 


fryty


Żona: Wszyscy zachwycają się frytkami belgijskimi. Zachęcona pozytywnymi opiniami, postanowiłam, że na pierwszy ogień pójdą właśnie one. Oczekiwania miałam wysokie, jednak rzeczywistość okazała się smutna i szara. Nie no, bez przesady, aż tak źle nie było. Jednak tego czego również nie było to fajerwerków. Ot zwykłe frytki, tyle że grubsze. Na plus zasługują za to sosy. One były pyszne i sprawiały, że zwykła frytka stawała się niezwykła. Żurawina the best!


Mąż: Frytki belgijskie. Hmm, trudna sprawa. Szczerze, liczyłem na coś więcej – nie chodzi rzecz jasna o ilość, bo duża porcja spokojnie wystarczyła dla dwóch osób, choć myślałem że frytki będą jeszcze grubsze. Głównym problemem była ich „normalność”. Smakowały po prostu zwyczajnie, za zwyczajnie. To nie jest tak, że były niedobre, tłuste i twarde. Wręcz przeciwnie, nie ociekały olejem, łatwo nabijały się na widelczyk i jak najbardziej nadawały się do wszamania. Ale czegoś mi w nich po prostu brakowało. Póki co, stety-niestety, frytki z McDonalda najlepsze. Sosy na plus, próbowaliśmy musztardowo-miodowego oraz żurawinowego. Dla mnie lepszy ten pierwszy.


   Burgery od Burger Slow Food – Warszawa

https://www.facebook.com/BurgerSlowFood


Zapowiedzieli zlot food trackow w Katowicach co miesiąc do października – wiecie co to oznacza?! #omnomnom #foodtrack #burger #yummy

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Pędzel & Katana (@pedzelikatana)

 


Mąż:  Omnomnom! Bardzo dobre mięso! Lubię mięso, a najlepiej dobre mięso. 200g wołowiny, jak najbardziej na tak. Wiecie co by było lepsze od takiego kawałka mięsa? Dwa kawałki mięsa, omnomnom! Co do burgera. Skupię się jeszcze raz na mięsie, bo to w burgerze jest najważniejsze. Idealnie przygrillowane, ale niespalone, soczyste i przede wszystkim smaczne. Sos chili taki jak być powinien, ostry ale nie do przesady. Na minus bułka, która się rozwalała. Zawartość szybko mi wypadła, przez co najpierw wszamałem bułkę z dodatkami (rukola, cebula i pomidor – hmm dziwie się, że zjadłem pomidor oO), a później uczta – mięso. Niebo – choć w tym przypadku piekło w gębie. Zamówiłem Cheesburgera, ale ser był ledwo odczuwalny „zjadło go mięso”.


Jeśli chodzi o obsługę, miałem wrażenie, że Pan przyjmujący zamówienie nie ma humoru. Możliwe, że przez ciągłą pracę. Kolejka do nich była naprawdę dłuuuga. Nasze zamówienie miało numer 11, ale nie czekaliśmy długo. Mimo wszystko na plus. Przy najbliższej okazji chętnie zjem burgera od BurgerSlowFood.


Żona: Ogólnie nie zaliczam się do mięsożernych potworów, jakim jest np. mój Mąż, ale dobrym kawałkiem mięsa nie pogardzę. Zamówiłam więc sobie małego burgera z klasycznym sosem, bez sera, po to by lepiej czuć smak mięsa. I to był chyba błąd. Ogólnie zdziwiło mnie, że przy dość sporym wyborze burgerów i dodatków do nich (kozi ser bardzo mnie kusił) nie można było wybrać mniejszej wersji. Ale wróćmy do mięsa. Charakterystyczny grillowy posmak dymu w ogóle do mnie nie przemówił. Był zbyt przytłaczający i gorzkawy, przez co nie czułam w zasadzie nic innego poza tą goryczką. Sam burger dobrze wysmażony i soczysty w środku, ale to go nie ratowało. Za to dodatki w postaci pysznej, choć rozwalającej się, bułki, świeżej rukoli i pomidora dawały radę. Pierwszy głód został więc częściowo zaspokojony.


Czymś jedzenie trzeba było popić. Skusiliśmy się na Yerbatę, choć ogólnie rzecz biorąc, to wyboru dużego nie mieliśmy. Pisząc całkowicie wprost, jeśli chodzi o napoje, wybór był znikomy.


Następnie przyszła pora na coś orientalnego.


   Pad Thai, Osiem Misek – Wrocław

https://www.facebook.com/osiemmisek


wro


Mąż: Kuchnia azjatycka. To co Kruczki lubią najbardziej! Jako, że jestem mięsożercą zamówiłem wersję z kurczakiem. Czymże jest tajemniczy Pad Thai? Bardzo ciekawa, tajska mieszanka. Konkretniej: makaron ryżowy, orzeszki, kurczak, warzywa, szczypiorek, jajko i sos z tamaryndowca. MNIAM. Polecam każdemu. Porcja była naprawdę duża, ale to dobrze, bo część schowaliśmy do pojemnika i było na potem.


Kolejka do „Ośmiu Misek” cały czas była ogromna. Na zamówienie trzeba było czekać ok 35 min, ale dziewczyna przyjmująca zamówienie nas o tym poinformowała, zatem nie było żadnych niedomówień. Co ciekawe, wzięła też numer telefonu, żeby zadzwonić, że jedzenie jest już gotowe. Podejście do klienta bardzo „kumpelskie”. Osoby były wywoływane z imienia.


Żona: Gdyby zapytać przypadkowego przechodnia z czym kojarzy mu się kuchnia tajska, z pewnością na pierwszym miejscu pojawiłby się właśnie Pad Thai. Aromatyczna mieszanka makaronu, mięsa, warzyw i przypraw zjednała sobie ludzi na całym świecie. Jako, że jestem fanką kuchni azjatyckiej ta propozycja bardzo przypadła mi do gustu. Jednakże, by było jeszcze bardziej azjatycko wybrałam dla siebie wersję ze smażonym tofu, które notabene przypadło do gustu również mojemu Mężowi. Porcja była dość pokaźna, więc chwała mi za zabranie z domu plastikowego pojemnika, co również i Wam polecam


   Tosty, TOSTMANIA – Katowice

https://www.facebook.com/pages/TOSTMANIA/789444541068903


tosty


Brzuchy mieliśmy już prawie pełne, ale koniecznie chcieliśmy czegoś jeszcze spróbować. Padło na katowickie tosty. Sądziliśmy, że będzie to idealna, szybka przekąska na tzw. „raz”. Tymczasem… Jadło się to i jadłoooo…
Nie zrozumcie nas źle. Było pyszne! Ale za dużo jak na nasze, i tak już mocno wypełnione, brzuchy. Mąż zamówił sobie Johnny’ego Englisha (jajko, bekon, cheddar), a Żona wersję wegetariańską O Sole Mio (ze szpinakiem, orzechami, brokułem i serem pleśniowym). 3 ogromne pajdy chleba (do wyboru pszenny lub 3 ziarna), wypełnione po brzegi dodatkami i polane sosikiem, a to wszystko smakowicie zapieczone, pachnące, chrupiące i cieplutkie. Mniam!


18:30 hmmm czegoś nam tu brakuje… KAWY! To był świetny pomysł, gdyż przyznajemy, że po takim ucztowaniu trochę opadliśmy z sił i potrzebny był delikatny kopniak. Padło na Kawavan (tudzież Karawan, jak to mówiła nasza koleżanka). Jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie spróbujcie. Latte mniam, uszanowanko, pianka taka duża, kawa taka gęsta, wow!


Na sam koniec, zrobiliśmy małe zakupy. Kupiliśmy lemoniadę John Lemon oraz owoce w czekoladzie od Fragoli, którą na co dzień możecie spotkać w Galerii Krakowskiej.

lemon

owoceczeko

 


Impreza nam się bardzo podobała, toteż jutro czym prędzej kierunek Katowice Rynek. W poszukiwaniu smakowych przygód! Spodziewajcie się relacji. 


Na koniec mały bonus. (znalezione na facebooku Rynku Smaków – miszczyni dramatyzmu i zakrwawionego oleju):


ika

35