Jeśli wczoraj oglądaliście Superpuchar Europy wiecie, że hiszpańskie drużyny są w naprawdę bardzo dobrej formie. Pisałem już o tym, gdy Barcelona wygrała Ligę Mistrzów a Sevilla Puchar Europy. 


Po tym naprawdę emocjonującym spotkaniu mam kilka spostrzeżeń, którymi chciałbym się z Wami podzielić.


1. Można mówić wiele rzeczy, ale Messi jest naprawdę świetny.
I piszę to jako wielki fan Cristiano i kibic Realu Madryt.


2. Boli mnie to jak komentatorzy „wielbią” Messiego.
Nie zrozumcie mnie źle. Żeby było prościej, podam przykład. Ronaldo strzela ważne gole, jest w mega formie… to i tak będzie porównywany do Messiego, tak by wyszło, że to Argentyńczyk jest lepszy. Zawsze. Oglądam praktycznie wszystkie mecze Realu Madryt. Za każdym razem jest identyczna sytuacja. Gdy natomiast mowa o Messim. To cóż, nie pamiętam meczu, w którym pod byle pretekstem porównywałoby się go do CR7. Oczywiście nie dotyczy to tylko komentatorów, ale oni wyjątkowo zapadli mi w pamięć. W praktycznie każdym meczu dochodzi do wspomnianych sytuacji. Złośliwi powiedzą „no bo Messi jest lepszy”, ale to już kwestia spojrzenia – wiadomo.


3. Zawsze należy walczyć do końca.
Jeśli ktoś powiedziałby mi, że Sevilla będzie w stanie doprowadzić do remisu w meczu, w którym przegrywa z Barceloną 1-4, wyśmiałbym go. Tymczasem, piłkarze pokazali, że można. Naprawdę zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Przypomniały się czasy „Dudek dance”.


4. Głupie i z pozoru małe błędy powodują wielką stratę.
Niestety, bardzo często przez właśnie „głupie błędy” traci się coś cennego. W tym przypadku Superpuchar Europy.


5. Zawsze należy być przygotowanym.
Wystarczy wspomnieć o dwóch ostatnich akcjach Sevilli, a zwłaszcza o tej ostatniej. Lepsze ustawienie i mielibyśmy remis.


6. Nie należy odpuszczać.
Czy tego chcecie czy nie, długo jeszcze będzie  mówić się o tym, że to Sevilla dogoniła Barcelonę i prawie odebrała im tytuł. O mały włos, a 3 bramki przewagi okazałyby się niewystarczające. To tylko pokazuje, że nawet tak wysokie prowadzenie nie oznacza zwycięstwa.


7. Piłka nożna łączy ludzi.
Zarówno na stadionie, w domach, ale także samych piłkarzy.



Wczoraj, Sevilla była o krok od tego, by zapisać się na kartach historii piłki nożnej. Mimo wszystko, wydaje mi się, że to czego dokonali Andaluzyjczycy z Grzegorzem Krychowiakiem na czele, będzie długo wspominane. Ci, którzy nie oglądali, niech żałują. Było to naprawdę świetne widowisko, które pokazuje, że drużyny hiszpańskie ponownie zasłużenie zatriumfowały w Europie.