Już dziś ostatni mecz Królewskich w sezonie 2014/2015. Przychodzi czas na podsumowania i rozliczenia. Nie ma co ukrywać, że po pierwszej połowie sezonu można było liczyć na wiele więcej. Zdecydowały niuanse, niestety. Real kończy sezon na zdobyciu Superpucharu Europy i wygraniu Klubowych Mistrzostw Świata. Jak to zazwyczaj bywa, gdy są zwycięstwa, wygrywa drużyna, gdy natomiast przychodzą gorsze mecze, przegrywa trener. Tak jest też tym razem. Ancelottiemu można zarzucić wiele, ale ja sądzę, że mimo wszystko powinien zostać w Madrycie.


W pierwszej połowie sezonu wydawało się, że Real może grać o wszystko. Zdawać się mogło, że nie ma rywala, który byłby w stanie zatrzymać Królewskich. Aż w końcu przyszła pora na spotkanie z Vallencią. Seria zwycięskich spotkań została przerwana, ale można było myśleć, że to po prostu wypadek przy pracy. Punktem kulminacyjnym, który wg mnie zadecydował o tym, że Real pożegnał się z ligą, były mecze: z Villarrealem, Athletic Bilbao i w końcu z Barceloną. Od tych meczy Królewscy grali bardzo nierówno. Trudno zapomnieć o porażce 4:0 z Atletico Madryt czy przegranej 3:4 u siebie z Shalke. Nie raz zawiedli ci najwięksi, zwłaszcza Bale, Ramos, Iker. Swego czasu, po rozstaniu z Iriną, problemy miał Cristiano. Można powiedzieć, że w mniejszym lub większym stopniu cała drużyna była odpowiedzialna za te dziwne i strasznie nierówne mecze.


Czy trener jest zatem bez winy?


Oczywiście,  że nie. Ancelottiemu można zarzucić brak rotacji, zwłaszcza, gdy wszyscy byli w pełni sił. Później sprawa się pokomplikowała, bo… Illarra, Silva, czy Khedira to nie byli piłkarze, którzy dawali spokój i równowagę. Chociaż z nich wszystkich najlepsze wrażenie zrobił „najnowszy nabytek” Realu. Lucas jest jeszcze młody i swoje pokaże. Jednak, aby to zrobić, potrzebuje czasu i szans od trenera.


Carlo nie chciał postawić na Chicharito. Javier był traktowany jako piąte koło u wozu, a to naprawdę świetny piłkarz. Naprawdę mi go szkoda, zwłaszcza że żaden trener nie chce uwierzyć w tego zawodnika. A trzeba przyznać, że momentami grał znacznie lepiej niż Benzema.


Carletto zawsze stawiał na BBC i Ikera. Trudno się temu dziwić, bo swego czasu tercet gromił, ale mimo wszystko, nikt nie powinien być „świętą krową”. Zwłaszcza, gdy forma nie dopisywała. Jeśli chodzi o Ikera to wiecie jakie jest moje zdanie. Tak czy owak, Navas powinien dostać więcej szans.


Późne zmiany. Ci co oglądali wszystkie mecze, wiedzą, że niejednokrotnie rezerwowi wchodzili na ostatnią chwilę. W końcówce sezonu sytuacja się zmieniła i dobrze.


Jak widać, to co można zarzucić trenerowi Realu Madryt, to w głównej mierze problem z zarządzaniem zmianami i rotacją zawodników. Tyle i aż tyle.


Ale jest też druga strona medalu.


Carlo zjednoczył szatnię. Pomimo tego, że Mourinho jest moim ulubionym trenerem, to trzeba przyznać, że sporo namieszał i podzielił zawodników. To właśnie włoski trener wszystko uspokoił.


Ancelotti odpowiada wynikami, nie ciętym językiem. Niektórych irytuje to, że Carlo jest „miękki”, zwłaszcza jeśli chodzi o wypowiedzi dla mediów. Jak dla mnie jest to zdecydowanie lepsze podejście. Inna sprawa, że Carlo postępuje dyplomatycznie. Po co ma narzekać mediom na swoich piłkarzy? Przecież to tylko byłoby przyczyną większej ilości głupkowatych artykułów. Takie są media, zwłaszcza w Hiszpanii.


Ponadto, przed meczami z takimi drużynami jak np. Barcelona czy Atletico nie ma „spiny”, jest za to sportowa rywalizacja. Co więcej, trener jest dla piłkarzy jak ojciec-dobry kumpel, co widać.


Na koniec, najważniejsze.


To Carlo zdobył La Decimę. Czy Ramos uratował finał? Owszem. Ale później to już był pogrom. Śmieszą mnie teksty w stylu, że to tak naprawdę zasługa The Special One. Gdyby tak było, to przecież za czasów Mou, Real zdobyłby 10 puchar Ligi Mistrzów, a nie w pierwszym roku pracy Ancellottiego… To włoski trener zdobył puchar Króla pokonując 3:1 Barcelonę. Teraz za kadencji Włocha, Real prawie pobił rekord Guinessa w ilości kolejnych zwycięstw z rzędu. To mówi samo za siebie.




Ancelotti chce zostać… Ancelotti powinien zostać. Drużyna potrzebuje takiego trenera jak on. Drużyna potrzebuje trenera, którego rozumie i szanuje. Trenera, z którym może pracować dłużej niż dwa lata. Jak to się mówi, od razu Rzymu nie zbudowano, Carlo zdobył coś na co kibice królewskich czekali 12 lat. Zatem #StayCarlo