Taki mam plan aby zapisywać swoje przemyślenia na temat filmu, który zobaczyłem. Inna kwestia, czy mi to w ogóle wyjdzie – zobaczymy, czas pokaże. Ale po co to wszystko?
Z dwóch powodów.


Po pierwsze: jakoś chcę mieć później do tego dostęp.  I tak zazwyczaj po seansie wtrącam gdzieś swoje trzy grosze, udzielając się „to tu”, „to tam”…  Niby mógłbym pisać na Facebooku, ale przecież po coś mamy bloga, co nie? Poza tym gusta się zmieniają i możliwe, że coś teraz wydaje się nam dziełem sztuki, dla innych nas z przyszłości już takie nie będzie. Więc zawsze warto do tego wrócić, bo może jednak stwierdzimy, że „tamten młodszy ja” miał rację.


Po drugie: sporo osób pyta mnie co sądzę na temat danego tytułu? albo czy widziałem „to” i co o tym sądzę? Zatem tutaj będzie taki zbiór moich myśli.


No i tak nawiasem mówiąc, po coś są kategorie Przemyślenia i Pokrótce.


Wpisy będą krótkie (chyba). Oczywiście nie rezygnuję z recenzji. Po prostu dzięki tak luźnej formie mogę pisać więcej, a co za tym idzie teksty będą pojawiać się częściej. Zatem i wilk syty i Manchaster City, także wszystko ok.


Dobra, bo miało być krótko, a już jest tekstu tyle, że połowa pewnie, albo poscrollowała parę razy, albo nawet tu nie dotarła. Zatem do dzieła.



Wczoraj oglądaliśmy: Więzień Labiryntu oraz Więzień Labiryntu: Próby ognia.


1. Pomysł na film był zacny.

Bardzo spodobał mi się sam pomysł. Nastolatkowie zamknięci w jednym nieznanym dla nikogo miejscu, labirynt no i tyle… praktycznie nie za wiele można powiedzieć, żeby nie spoilerować.


2. Główny bohater, tak samo jak my nie wie nic?

No niby też jest wrzucony w wir wydarzeń i razem z nami odkrywa… no nie do końca


3. Pytej się chopie o konkrety.

No właśnie. Chyba, ze sto razy pytałem Żony: Czemu on nie zapytał o to, o tamto, o sramto?


Zrozumiałbym, gdyby był typem niemowy, ale nie… bo on jest bardziej ciekawski od Twojej sąsiadki z naprzeciwka, gdy sprawdza przez okno co tam na dzielni. Strasznie mnie to irytowało, że koleś potrafił zapytać dosłownie o wszystko, tylko nie o istotne rzeczy… Zwłaszcza, że pewne KONKRETNE pytania same cisnęły się na usta.


Zapytacie „Czemu tak się dzieje” (i to będzie słuszne KONKRETNE pytanie)? A no, żeby fabuła  nieco później „sama” nam to coś pokazała… Taka sztuczka, że niby jest emocjonująco.


200

Przepraszam… już będę się pytał.


4. No ok mogło być gorzej, mogło być lepiej, nima tragedii, ale fajnie się ogląda.

Po pierwszej części zarówno świat przedstawiony, bohaterowie czy też fabuła nie wciągnęła mnie na tyle, że ochoczo chciałem zobaczyć „dwójkę” (ale w końcu zobaczyłem). Pomyślałem poniekąd zmarnowany potencjał, momentami przegadany, ale mimo wszystko całkiem fajnie się na to patrzało. Takie kino rozrywkowe z ociupinką aspiracji na coś więcej. Ale tylko z „ociupinką”, taką malutką… jeszcze mniejszą.


5. Pierwsza część „Więźnia Labiryntu” podoba mi się bardziej od pierwszej części „Igrzysk Śmierci”

A propos porównywania przez wszystkich tych dwóch tytułów.


mazerunner

Jeeej jesteśmy lepsi!


6. Z kolei „Próby Ognia” są lepsze od pierwszej części tej serii.

Serio tak uważam,  pomimo tego całego hejtu na część drugą.


7. Cieszę się, że nie czytałem książek z serii „Więzień Labiryntu”.

Czemu tak piszesz ty gupi tuku, książki się czyta!” Spokojnie stary! Wiem o tym.


Cieszę się, bo pewnie myślałbym jak większość, która pisze, że film ich rozczarował, bo wszystko zostało wręcz okradzione z tego co było w książkach. Ponoć tym osobom wcale nie chodzi o to, że tak to już jest, że film jest zupełnie innym medium niż książka. Ponoć. Nie wiem. Może przeczytam jak zobaczę już wszystkie części. A powinny być jeszcze dwie. Jedna będzie na bank, a co z drugą? Nie wiem.


8. Olałem głupotki w filmie.

Ta jasne. Wkurza mnie to zawsze. Przykładowo koleś wchodzi do pierwszego lepszego opuszczonego budynku na pustyni i  natrafia na kurtkę w (oczywiście) jego rozmiarze… Albo ten Azjata, który wiecznie miał fryzurę ułożoną tak jakby  chodził za nim prywatny stylista i co chwilę mu je poprawiał. Ja wiem, że Azjaci mają inną strukturę włosa. No ale tak serio… na co on je układał, jak nawet o żarcie trudno? Aaa na „to”… Ok… Nie było pytania. Tak, wiem że się czepiam, ale mnie po prostu irytują tego typu rzeczy. Amen.


minho

Tak to ja jestem tym gościem, który ma wiecznie ułożony fryz… w każdych warunkach! Serio!


9. Czemu bohaterowie nie potrafią słuchać?

To jest kolejne pytanie, które ciągle zadawałem sobie (i Żonie) podczas oglądania „Więźnia Labiryntu”.


10. W pewnym momencie pojawia się motyw a’la Zombie.

I te a’la zombie wyglądają… yyy bardzo fajnie. Zwłaszcza takie jedne, które chyba żywcem zostały wyjęte z „The Last of Us”. Niestety, w pewnym momencie chyba zabrakło budżetu, bo miałem identyczne wrażenie jak wtedy… gdy zobaczyłem z jakim downgradem graficznym mam do czynienia w „Watch Dogs”.



No i tyle ode mnie. Czy warto zobaczyć? Przekonaj się sam/a. Najwyżej stracisz 4 godziny z życia.
Ale co tam… skoro masz czas czytać ten tekst, to masz czas by zobaczyć film, co nie?