Wczoraj Polacy zadecydowali, kto będzie reprezentował nasz kraj przez najbliższe 5 lat. Rzekomo do 22:30 była cisza wyborcza. Jednak… cały Internet huczał i wręcz prześmiewczo omijał zakaz publikowania sondaży.


Jeśli istnieje ktoś, kto nie wie czym jest cisza wyborcza, to odsyłam do Wikipedii.


Pokrótce chodzi o to, że w czasie ciszy wyborczej pod groźbą kary nie można m.in. publikować sondaży. I tak, nikt oficjalnie wyników nie upubliczniał, ale… na wszystko można znaleźć sposób. Doskonale wiedzą o tym ci, którzy tweetują. I tak Komorowski był m.in kiełbasą myśliwską i bigosem, a Duda kiełbasą krakowską i budyniem.

Poniżej kilka przykładów:


Podobna akcja miała miejsce podczas wyborów samorządowych i parlamentarnych. Czy można mieć pretensje do tweetujących? Absolutnie nie. Skoro tego typu informacje w jakiś dziwny sposób „przeciekają”, to trzeba ponosić konsekwencje. Jeśli coś ma być tajne, to nikt nie powinien o tym wiedzieć. Problemem nie jest to, że ktoś ominął zakaz. Problemem jest to, że ten zakaz w dalszym ciągu istnieje.


Potwierdza to tezę, że cisza wyborcza w dobie Internetu nie ma sensu. Prawo po raz kolejny nie nadąża nad rozwojem technologicznym. Media internetowe, to w chwili obecnej największa potęga o czym wiedzą już (prawie) wszyscy.