Gdy w 2013 roku na ekrany kin weszła "Obecność" z miejsca została okrzyknięta jednym z najlepszych horrorów ostatnich lat. Trzy lata później, dane nam jest zobaczyć drugą część historii małżeństwa Warrenów. Czy film trzyma poziom? Czy jest lepszy, a może gorszy od części pierwszej? Zapraszam do przeczytania przemyśleń

Jeśli nie widzieliście pierwszej części, nie musicie się martwić, „dwójkę” można oglądać bez znajomości filmu z 2013. Mimo to, zachęcam do nadrobienia zaległości, bo „Obecność” to naprawdę mocny horror.

Dlatego też jadąc do kina mieliśmy naprawdę duże oczekiwania, jednak w głowie świecił też „trybik” – pamiętajcie to kontynuacja!

 

 

Żona zadowolona, że jedziemy na horror, ja też – tylko nie widać bo prowadzę Alfę. Ps. Nawet nie wiecie jak cenię to, że jestem takim farciarzem

1. Fabuła.

Drugą część „Obecności”, (podobnie z resztą jak jedynkę) cechuje naprawdę przemyślana i wciągająca fabuła. Tym razem małżeństwo Warrenów udaje się do Wielkiej Brytanii, by pomóc samotnej matce i jej czwórce dzieci w walce z nawiedzonym domem. Jednak nie jest to jedyny motyw fabularny filmu, bowiem Lorraine Warren miała przerażającą wizję, wokół której skupiają się kolejne wydarzenia. Całość zatem w dużej mierze dzieje się na dwóch płaszczyznach, w końcu dochodzi jednak do ich połączenia. Pikanterii dodaje fakt, że historia opowiedziana w filmie oparta jest na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce pod koniec lat 70.

Rodzina Hodgsonów - zdjęcie archiwalne.

Rodzina Hodgsonów – zdjęcie archiwalne.

2. Film jest przeciwieństwem horrorów typu "Paranormal Activity".

W większości „nowych” horrorów, budowane jest napięcie, by w ostatnich 10-15 minutach doszło do tzw. „akcji” czyli spotkania z demonami/duchami i konkretnego „mocnego” straszenia. Tutaj twórcy postanowili, że nie będą podążali za tym trendem i od razu przechodzą do konkretów. Mamy naprawdę krótkie wprowadzenie i od razu wiemy „co jest na rzeczy”. Nie przeszkadza to jednak w użyciu tzw. „twistów fabularnych” czy dobrego wyważenia między dialogami, „straszeniem” i akcją. Owszem momentami zdarzają się dłużyzny, jednak całość wypada naprawdę dobrze.

Ponadto, spodobało mi się bardzo to, że dochodzi tu do zjawisk paranormalnych w obecności świadków. Jest to bardzo prosta zmiana, ale daje naprawdę dużo. Ile razy było tak, że wszystkie dziwne rzeczy miały miejsce tylko i wyłącznie wtedy, gdy główny bohater był sam w pokoju… gdy tylko ktoś wszedł – spokój. Tutaj wręcz odwrotnie, nie ważne czy w domu jest matka, sąsiedzi,  a nawet policja – „duch chce to szaleje”, bo może.

3. Straszenie widzów.

Straszenie „widzów” nie polega tylko i wyłącznie na użyciu jumpscare’ów. Te są obecne, ale mimo wszystko zrobione w inny sposób. Również straszą dźwiękiem, jednak nie w tak prymitywny sposób, bowiem modulują głosem „bohatera” lub wykorzystują przestrzeń. Jednak oprócz „wyskakujących buziek” James Wan postawił na jak ja to mówię „psychologiczne straszenie”. Yyyy o co chodzi? Budowanie napięcia, zabawy cieniem, światłem, muzyką, ale i  wyposażeniem pomieszczeń. Tego typu działania nie powodują bardzo szybkiego odruchu na fotelu, ale są bardzo realistyczne, bo nasz mózg sam podpowiada nam „różne dziwne rzeczy”.

uayr8oqr0w0c0gu73b7s

Lustereczko powiedz przecie…

4. Bohaterowie.

Zarówno Warrenowie, jak i pozostali bohaterowie (również ci poboczni) są naprawdę wiarygodni. Nie miałem wrażenia, że ktoś jest wrzucony tutaj na siłę. Wszyscy mają tutaj coś do zrobienia, a nawet jeśli tym czymś jest zwyczajna rozmowa, to nie wygląda to sztucznie.

5. Charakteryzacja.

Stroje, uliczki, ludzie, samochody – przeniosłem się do lat 70.

Idealnie oddano klimat lat 70.

Idealnie oddano klimat lat 70.

6. Marilyn Manson.

W filmie występuje Marilyn Manson.

Nowy singiel już wkrótce :)

Nowy singiel już wkrótce

 

Tak naprawdę to nie… ale mógłby

6. Czy zatem została przełamana klątwa sequeli?

Tak! Ale „Obecność 2” nie zrobiła tego jako pierwsza, bo już „Naznaczony 2” pokazał, że można kontynuację zrobić dobrze. Niestety tego samego nie można powiedzieć o trzeciej części „Naznaczonego”, która była naprawdę złym filmem czy „Sinistrze 2”.  Mimo wszystko cieszę się, że „Obecność 2” mnie nie zawiodła, a wręcz przeciwnie, naprawdę mi się podobała. Oczywiście, „jedynka” zrobiła na mnie większe wrażenie i w sumie była bardziej straszna, ale jestem usatysfakcjonowany, bo kontynuacja dała radę.

Jeśli macie możliwość i lubicie horrory, idźcie do kina. Nie pożałujecie

PS. Zapowiedziana jest już trzecia część – podobno ma być w niej wątek wilkołaków – yyy ciężko to widzę, ale może nie będzie źle. Jeszcze wcześniej, dane nam będzie zobaczyć spin off „Obecności” – „The Nun”. Tutaj również podejdę do tego z dystansem, zwłaszcza że „Annabelle” mnie zawiodła.

Krystian Kruk

Gdy w 2013 roku na ekrany kin weszła „Obecność” z miejsca została okrzyknięta jednym z najlepszych horrorów ostatnich lat.