Oglądałem debatę prezydencką. Niby przez przypadek, bo wiecie TVN już był włączony, to niech leci…, ale tak naprawdę chciałem dowiedzieć się co Panowie mają do powiedzenia.


Jeśli nie widzieliście debaty, to macie możliwość nadrobienia, poza wideo – Onet wszystko dokładnie opisał w relacji na żywo.


Oczekiwałem konkretów, walki na słowa i mocnych pytań, zwłaszcza ze strony oponentów. Liczyłem, że któryś z kandydatów zapragnie „zagiąć” rywala.


Tymczasem było dość grzecznie.


Komorowski raz na jakiś czas przerywał Dudzie. Ten drugi zaliczył parę „zawiasów”. Ale mimo wszystko udzielili odpowiedzi na większą ilość pytań. Choć w tym przypadku trudno mówić o odpowiedziach na pytania. Prawdę powiedziawszy, oboje unikali konkretnych odpowiedzi. Co mnie jakoś bardzo nie dziwi.


Trudno wskazać zwycięzcę debaty. Co więcej, nie liczyłbym na to, aby po tej konfrontacji, któryś z Panów przekonał do siebie zwolenników rywala.


Podsumowując, gdyby nie było debaty, nic by się nie zmieniło. Ja dalej nie wiem, które zło jest tym mniejszym, choć tzw. „stabilność” mimo wszystko przemawia do mnie coraz bardziej.