Wszystko rozpoczęło się tak nagle. Chociaż, coś nie pasowało mi już w nocy. Bo przez całą noc nie mieliśmy jedzenia! No jak tak można… Przecież miseczki muszą być pełne! Pomyślałam, że może Duże Koty o nas zapomniały, albo coś. Prawda była jednak zupełnie inna.

Był dzień jak co dzień. Nawet jakoś bardziej głośno niż zwykle. Słyszałam, że są znowu jakieś święta, tym razem z zającami i kurczakami. Dokładnie nie wiem, bo akurat wtedy jakieś ptaszysko przeleciało koło mnie. Znaczy się koło okna. Ale to prawie tak jakby koło mnie. Nagle Duży Kot zaczął się śmiać, że jutro Lili (no w sensie, że ja) i Kira będziemy lwami. Kira, jak to mój brat oczywiście napuszył się jeszcze bardziej niż zwykle, bo wiecie on myśli, że jest Lwem. Mnie natomiast zastanawiało o co tak naprawdę im chodziło. W nocy wpisałam na kociej wyszukiwarce „Maine coony jak lwy„, znalazłam coś takiego:

ogolony mainecoon

Tak mamy wyglądać ??!!

Prawie w ogóle nie spałam. I się zaczęło. Duży Kot, w sensie ten co mówi, że jest „naszym panem” przyniósł PUDŁO Z KRATAMI! Chciałam uciec, ale mi się nie udało. Kira pogonił się z Dużym Kotem po całym mieszkaniu. W końcu też wylądował za kratami. No i wiedziałam co się już szykuje. Jazda czarnym potworem! Jechaliśmy tak długo, że w tym czasie zdążyłabym wejść na drapak, zerknąć co za oknem, poleżeć, wstać, pomiauczeć, pospać, no i… pospać.

Gdy dojechaliśmy na miejsce weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Skądś znałam to miejsce. Kira chyba też. (Kira: tak potwierdzam, znałem). AHAAA TO MARYNARZ! Znaczy się…. WETERYNARZ!  Serduszko biło mi tak szybko jakbym co najmniej widziała gołębia. Wyjęli nas z klatek, a chwilę później nas zostawili. No dobra pożegnali się, ale i tak FOCH! Od tego momentu nie pamiętam nic, aż do przebudzenia. Próbowałam pochodzić, ale dziwnie chwiały mi się łapki. Z tego co widziałam to Kira wcale nie czuł się lepiej. (Kira: tak potwierdzam, nie czułem się dobrze, Lili: Po co potwierdzasz to jest mój tekst!).  

10 minut później….. (Pokazałam mu gdzie jego miejsce! Kira: ta jasne). Rozejrzałam się, ale futra nigdzie nie widziałam to znaczy na ziemi nie widziałam. Szybko sprawdziłam językiem swoje łapki – futerko jest. Sprawdziłam grzbiet – futerko jest. Sprawdziłam ogon – futerko też jest. Co jest grane? Podobna miałam być lwem. Popatrzałam na Kirę, a u niego wszystko też na miejscu. Oszukali nas! Ale w sumie to i dobrze. Nie to, że nas oszukali, ale to, że mamy swoje futerko! To w takim razie po co była ta podróż? I ten stres? Ano okazało się, że wcale nie trzeba nas ogolić. Wystarczyło wyczesać. I teraz wyglądamy tak:

lilinowe

Lili – Prawda, że piękna?

 

kiranowe

Kira – Lew mieszkalny