Jeśli macie powyżej 20 lat, zapewne zdarzyło Wam się szczycić tym, iż jesteście „ostatnim pokoleniem, które bawiło się na dworze/polu/placu”. Bardzo często ludzie lubią narzekać na „dzisiejsze czasy” i „tą współczesną młodzież”. „Bo kiedyś było lepiej”. Jasne :) 

A wiecie co jest najgorsze? Że często krytykujemy każdego, tylko nie siebie.


Wracałem z pracy, w słuchawkach leciało Dir En Grey – Different Sense , aż tu nagle usłyszałem bardzo głośną rozmowę telefoniczną. Tak, głośniejszą niż growl, scream i piski od Kyo…  Notatki poszły w ruch.


Mężczyzna około 40-ki bardzo energicznym i pewnym siebie głosem do kogoś po drugiej stronie:

– „Wywal młodego spod komputera, co będzie siedział w domu. Ciepło jest!


– ….


Po chwili, jeszcze głośniej:

– „Nooo, siedzą kurwa tylko przed tymi komputerami! Na dwór w piłkę grać, a nie. Noo Stefan mówię ci, musisz trzymać go krótko. Kto by pomyślał za naszych czasów siedzieć w domu!

– ….


Rozmowa najwyraźniej zeszła na inny temat:

„A nie wiem… To będę ci musiał załatwić później. Nooo kurwa do Mysłowic muszę jechać. A wiesz nie chce mi się wychodzić z domu

– ….

Nooo nie wiem, po prostu mi się nie chce.


Jak widać, niektóre rzeczy się nie zmieniają, ewentualnie w ogóle ich nie dostrzegamy u siebie. No bo wiecie, tak jest łatwiej.


A u Was wychodzi się na dwór czy na pole?



Usłyszane – to nowa seria, w której dzielę się z Wami prawdziwymi historiami. Żeby było ciekawiej, chodzi o historie, o których usłyszałem lub które zobaczyłem… przypadkiem.