Dziś zobaczymy "Batman vs Superman". Żeby być mniej więcej obeznanym z najnowszą wizją Supermana, nadrobiliśmy "Man of Steel". I cóż... pomimo naprawdę dobrej warstwy wizualnej... ten film jest po prostu słaby.

Na wstępie krótkie info. Ja naprawdę od tego typu produkcji nie wymagam wiele. Jednak, chciałbym żeby mimo wszystko autorzy filmów szanowali widzów. Zwłaszcza, że jakby nie patrzeć, to oni napędzają cały ten biznes…

1. Mroczny klimat.

Wizja twórców jest taka, aby przedstawić całość możliwie najbardziej „mrocznie” i „poważnie” jak się da. I ten pomysł jest ok.  Inna sprawa, że Henry Cavill idealnie pasuje do roli Supermana… a to że jego „strój” nie ma majciochów na spodniach w ogóle mi nie przeszkadza

steel2

No ok mogło to być mniej „mroczne”.

Po więcej kolorowego Supermana zajrzyjcie na Elitereaders

2. Efekciarskie kino.

Czyli to czego oczekiwałem. Wszak przecież po to ogląda się tego typu filmy. Szkoda tylko, że na efekciarskie kino trzeba było czekać do ostatnich 30 minut seansu.

3. Za długi...

„Człowiek ze Stali” leci 2 godziny 23 minuty… te 23 minuty są zbędne i śmiało można by je było powycinać. Zwłaszcza, że niepotrzebnych scen jest sporo.

4. Ten scenariusz... a raczej jego brak.

Brak scenariusza rozwalił ten film na łopatki. Wszystkie wydarzenia idą bezmyślnie do przodu „bo tak”. Ewentualnie dlatego, bo twórcy wymyślili sobie, że za chwilę „to coś” im się przyda w następnych scenach… A to że „to coś” nie ma najmniejszego sensu… No to już trudno. Inna kwestia, że twórcy chcieli żeby to nie był film o komiksowym „superhirołsie”, tylko kino sajensfikszyn z obcymi w tle. Nie byłoby to głupie… gdyby tylko „Człowiek ze stali” nie poszedł w schematy oklepane aż do bólu… Łącznie z tezą „problem dotyczy Ameryki, co tam reszta świata„.

superman

A tak się starałem

5. "Uratujesz kilku, zabijemy miliony"

W jednej ze scen niejaka Faora-Ul powiedziała coś w tym stylu Supermanowi. Ten chyba nazbyt wziął to do serca… bo nie przejmuje się w ogóle losem mieszkańców Metropolis. Ale jak to zapytacie? Wszak jeszcze paręnaście minut temu powstrzymał się przed uderzeniem gościa, który rozlał mu piwo na łeb… A no tak to. Suprman napierdziela się z Generałem Zodem w samym centrum miasta. Wiecie co to oznacza?… Na pewno wiecie!

6. Te postaci...

Praktycznie do każdej postaci można mieć jakieś ale. I to wcale nie chodzi o czepianie się na siłę.

Lois Lane jest dosłownie wrzucana wszędzie tam gdzie Superman, tylko dlatego żeby… Superman mógł ją uratować lub #niewiempocoaletwórcysobietakwymyślili. Powiecie, no OK, ale przecież Clark Kent jest od ratowania ludzi! No niby tak, tylko raczej absurdalne jest to, że ziemianka posiada umiejętność teleportacji. A niestety wszystko na to wskazuje…, bo naprawdę za każdym razem gdy widziałem ją na ekranie mówiłem: ejj, ale jak, ty byłaś przecież… ehh nieważne. Pomijam już fakt, że w związku z „jej ratowaniem” dochodzi do takich absurdów i zaprzeczania przez twórców samym sobie. Aha. Oprócz zdolności teleportacji, Lois posiada innego skilla: chodzi po stromych, śliskich zboczach lodowców… OK!

Ok Supcio, zaraz uratujesz mnie raz jeszcze. Ja się tylko tak teleportnę na szybko. No to za 5 min, 100 km dalej. Ok.

Jonatan Kent – Praktycznie każda kwestia wypowiedziana przez tę postać, jest tak głupia i nielogiczna, że aż szkoda tracić czasu na rozpisywanie się o nim.

Martha Kent – Niby jedna z fajniejszych postaci… no ale zdradzane informacji na temat swojego syna, pierwszej, lepszej dziennikarce jest raczej niepoważne…

Jor-El – Kolejna postać, która miała dobre momenty, jednak jak to już bywa w tym filmie, zrobiła coś absurdalnie głupiego.

Generał Zodd – Potrafię zrozumieć o co mu chodzi… do czasu. Bo oczywiście, znowuż twórcy musieli namieszać.

Reszta postaci jest schematyczna i stereotypowa aż do bólu… Łącznie z Generałem Swanwickiem.

7. W każdej scenie coś nie gra.

Naprawdę… I to jest bardzo smutne. Jednak nie chcę tutaj spoilerować. Jeśli jednak widzieliście już film, alb wiecie, że nie będziecie go oglądać sprawdźcie materiał Ichaboda. On rozłożył film na części pierwsze i praktycznie z wszystkim co powiedział się zgadzam.

Szkoda… Ten film miał naprawdę bardzo duży potencjał. Niestety, wszystko to co mogło być jego atutem, zostało spartoczone. Najsmutniejsze jest jednak to, że twórcy robią z widzów debili i to bez żadnych skrupułów.

Aha… Teorię Superman=Jezus, sobie daruję :)

Krystian Kruk

Żeby być mniej więcej obeznanym z najnowszą wizją Supermana, nadrobiliśmy „Man of Steel”.