O filmowej adaptacji "50 Twarzy Greya" napisano już prawie wszystko. Po co więc ten tekst? A no piszę go w ramach cyklów: Przemyślenia oraz #Pokrótce. Założyłem sobie, że będę opisywał wszystkie obejrzane przeze mnie filmy. Tak też robię ; )

Na wstępie, krótkie info. Nie, nie czytałem książki. Czy mam zamiar? Nie. Traktuję więc film jako „osobny byt”. Z resztą, żeby zobaczyć filmową adaptację, w cale nie trzeba znać pierwowzoru. Nawet takiego „Harry Pottera” nie każdy przeczytał.

1. Paradoksowy Fenomen.

Ten film jest fenomenem. Niby wszyscy heheszkują, niby wszyscy nie są zainteresowani, a tu jeb: po pierwszym weekendzie 830 000 widzów w Polsce.  Który inny film może pochwalić się takimi liczbami w naszym kraju? Mało? No to kolejna ciekawostka: w pierwszy weekend film zarobił 90 mln $. Robi wrażenie? Na pewno. A trzeba podkreślić, że sporo par udało się na seans w Walentynki. Także ten, nie tylko „napalone kury domowe” poszły na ten seans. Panowie trochę mniej hipokryzji.

2. Czy mamy zatem do czynienia z arcydziełem?

Oczywiście, że nie. Fabuła jest prosta, momentami wręcz absurdalna, ale całościowo naprawdę nie ogląda się tego źle. Serio. Nawet, aż tak bardzo nie przeszkadzały mi nieporadność i „lebiodyzm” głównej bohaterki.

Wiem że niektóre dialogi zabijały, ale prawda też jest taka, że sporo memów to teksty wyrwane z kontekstu lub takie, które głupio brzmią bez wcześniejszych wypowiedzi.

Dużo mówiło się o aktorach, bo nagle „Grey za mało Greyowaty”, a „Anastasia za mało Anastasiowa”… i szczerze ktokolwiek by tu nie zagrał, teksty byłyby te same. No ale jak w końcu poradzili sobie Dakota Johnson i Jamie Dornan? Średnio, ale nie tragicznie. Zdecydowanie lepiej, aniżeli Kristen Stewart i Robert Pattinson w „Zmierzchu”.

 

mina

„Poćwiczę miny… Jak się odwróci zrobię TAK! albo TAAK”. ooo dobra mina!”

3. Prostolinijność fabularna.

A po po jaką cholerę mi inne wątki? Jest Christian, jest Anastasia. Koleś proponuję jej jakąś tam umowę, nikogo do niczego nie zmusza. Każdy wie co ma mniej więcej robić… i tyle. Czy mogłoby to się wydarzyć w „prawdziwym życiu” yyy a czemu nie?

Bardziej zastanowiłbym się nad inną rzeczą. Naprawdę tak dużo kobiet chciałoby być czyjąś „niewolnicą seksualną”? No bo co jak co, ale o to mniej więcej chodziło. Możliwe, że te wszystkie panie myślą sobie: „ja to bym go odmieniła”, „mnie to by pokochał”. Mniejsza, nie rozkminiam tak, bo to naprawdę prosty film i nie potrzeba zadawać takich trudnych pytań.

4. Lincz.

Wiecie co jest najbardziej zabawne? To w jaki sposób zdecydowana większość osób „udzielających się w sieci” recenzowała ten film. Niczym uczestnicy linczu, ścigali się w tytułach, kto bardziej i lepiej zgnoi swoją ofiarę. Bo przecież wyświetlenia muszą się zgadzać. Oczywiście to nie jest tak, że nie można się do niczego doczepić… bo „50 Twarzy Greya” jest… słabym filmem. Słabym, ale nie najgorszym i nie zasługuje na takie miano. I szczerze? W dupie mam te wszystkie „złote maliny”.

7065844-piecdziesiat-twarzy-greya-643-385

Nie czytaj tych głupot.

5. Tutaj miało być poważne pytanie... ale ono w zasadzie już padło.

Chodzi o to, czy naprawdę te wszystkie kobitki chciałyby być takimi „seksualnymi niewolnicami”?

6. A propos seksu...

Czy tylko ja mam wrażenie, że co druga polska para ma znacznie bogatsze życie seksualne? Ja to się spodziewałem jakiegoś „nie wiadomo czego”. A  tu smyranie, goni smyranie. No może oprócz jednej „nieprzyjemnej” akcji z pasem – ale i takie świry się znajdą, pewnie nawet w śród Waszych znajomych. Podobno w książce jest bardziej pikantnie, ale podobno też ktoś widział kiedyś Yeti.

7. Miejcie zawsze swoje zdanie.

Zawsze. Nie patrzcie na krytyków, specjalistów, „specjalistów”, recenzentów, blogerów, znajomych, czy nawet Wasze rodziny. Niech trafiają do Was argumenty, ale jeśli coś Wam się podoba lub coś Wam się nie podoba… to nie idźcie za tłumem. Nie jest prawdą, że jak większość mówi a) to „to a)” jest najlepszą opcją i prawdą absolutną.

 

Czy zobaczymy kontynuację?

Tak, ale poczekamy aż puszczą ją w telewizji

 

grey3

Affleck! Ja będę kolejnym Batmanem!

Krystian Kruk

O filmowej adaptacji „50 Twarzy Greya” napisano już prawie wszystko. Po co więc ten tekst?