Niestety. Czegokolwiek bym nie napisał, nie jestem w stanie obronić „Pikseli”. Inna sprawa, że nie chcę bronić tak słabej produkcji. Cóż, ostrzeżenia były wszędzie. Jednak wpadłem na głupi pomysł obejrzenia tego w kinie: „kochanie, może nie będzie tak źle, chodźmy, bo tam ma być Pac-Man, Donkey Kong… i w ogóle tematyka gier.” A gówno!


No to co jest tak słabe?


Wszystko.


Serio. Nie idźcie do kina na „Piksele”. Szkoda Waszej kasy. My zainwestowaliśmy swoją, trudno. Chyba, że chcecie zobaczyć naprawdę słaby film. Bo wiecie. Raz na jakiś czas trzeba zobaczyć coś słabego. Ale niekoniecznie muszą to być „Piksele”. Zwłaszcza w 3D, które znowu oszukuje! Efektu 3D nie uświadczycie… No tak, przecież w retro gierkach nie było trzech wymiarów. A to cwaniaczki!


Uwaga, podczas seansu zdarzyło mi się roześmiać ze dwa czy trzy razy. Znacznie częściej byłem podirytowany i zniesmaczony „poziomem” dialogów, gagów itp.


Przykład? Proszę bardzo. 

Gruby nerd i Sandler mają szkolić żołnierzy w gry video, by ci mogli walczyć z najeźdźcą (postaciami z gier). Ten pierwszy boi się w jakikolwiek sposób zacząć rozmowę… Jednak po chwili zaczyna drzeć mordę na wszystkich. Wyzywa każdego od najgorszych, a gdy dochodzi do „szkolenia” klepie wybranych mężczyzn po tyłku.


HAHAHA ZABAWNE.


Albo, gdy Sandler-Monter próbuje wyrwać pannę i mówi jej, że nie mył dzisiaj zębów. Wcześniej ta panna zamyka się w szafie, by syn nie widział jak się upija i płacze. Kurwa, ale śmieszne. HAHAHA!


Ok, wiemy że dobrego humoru tutaj nie ma.


Czego jeszcze nie ma?


Nie ma fabuły. Po prostu. Nie chce mi się tracić czasu na jej streszczanie, zwłaszcza że jej po prostu nie ma. Uwierzcie mi.


jakonimogli


Co za to jest?


Jechanie totalnie po bandzie jeśli chodzi o stereotypy. Mnóstwo głupoty i nielogiczności.


Ten film nie jest tak słaby, że aż śmieszny… ten film jest po prostu słaby.


Gracz – musi być jebanym looserem, który niczego w życiu nie osiągnął, mieszka z babcią, jest totalnie wnerwiający…. I dopiszcie sobie wszystko co myślicie o stereotypowych nerdach-frajerach.


Miłość – jeśli jesteś graczem zapomnij o miłości! Jeśli grasz w gry, kobietę możesz zdobyć dopiero wtedy, gdy ratujesz świat. Ewentualnie możesz zakochać się w jakiejś pannie z gry!


Karzeł – musi być wrednym, wnerwiającym wszystkich skurwysynem. W ogóle lepiej udam, iż nie widziałem, że to Peter Dinklage wcielił się w tę rolę…


Amerykański rząd – jak w każdej głupkowatej komedii, amerykański rząd musi być głupszy niż widownia, którą bawi tego typu twórczość.


Stare gry – stare gry to było coś, a teraz wszystko jest robione masowo dla debili. Fabuła jest nielogiczna i bez finezji! W ogóle tylko stare gry są spoko, a w nowości grają frajerzy. Serio…?


De facto wszystko jest tu stereotypowe do bólu. Jeśli jakimś cudem będziecie chcieli „to dzieło” zobaczyć, to sami przekonacie się o czym mowa.

pixels

No co? „Gra o Tron” dopiero za rok! Hajs się musi zgadzać…


Ej, ej, był jeden plus – Q*bert – postać z gry o tym samym tytule. Nie sposób jej nie polubić! Niestety Sandler postanowił na końcu ją „spierdolić”… Tak po prostu. Także sorry. Mimo wszystko sprawdźcie foto poniżej. Prawda, że fajny?



Walka z tytułowymi „pikselami” to posklejane fragmenty wpakowane do filmu. Totalnie nielogiczne. Ja się pytam, gdzie ten dupny Pac-Man z plakatu, który wpieprza całe miasto? W ogóle wyjaśnienie tego jak doszło do wojny pomiędzy postaciami z gier a ludźmi, to już totalne pojechanie po bandzie.


Morał z „Pikseli”?


Gracze od zawsze byli frajerami, ale młodsze pokolenie graczy to jeszcze więksi frajerzy, którzy nie rozumieją na czym polega granie. Prawdziwe granie z kolei są w stanie zrozumieć tylko oldschoolowcy-debile…


Jak widać, w tym filmie wszystko jest głupie…


Wiecie co mnie boli?


Ten film podoba się polskiej widowni. Czytam komentarze w Internetach i jestem w szoku. Trudno.



Jeszcze raz. Nie idź do kina na „Piksele”. Szkoda Twojego czasu. Nawet jeśli jesteś fanem retro gierek. Zwłaszcza wtedy! Bo film „zaboli Cię” jeszcze bardziej. Jeśli jednak chcesz zobaczyć – oglądasz na własne ryzyko. Żeby nie było później, że nie ostrzegałem. Jeśli film Ci się spodoba… To cóż, nasze gusta są totalnie różne, ale życie toczy się dalej


PS. Jedyny pozytyw jaki wyniosłem z seansu dotyczy popcornu z karmelem. Bardzo niezdrowy, ale niezwykle dobry. Mniam, polecam.