Na "Patersona" wybraliśmy się niemalże "w ciemno". Nie czytaliśmy opisów i recenzji. Widzieliśmy może ze dwa razy trailer w kinie... i to wystarczyło.

Gdy weszliśmy do sali kinowej, oprócz nas było tylko kilka osób. Powiedzieliśmy wtedy do siebie lekko rozczarowani: „a jednak…„. Jakie było nasze zdziwienie, gdy chwilę później niemal wszystkie miejsca były zajęte. Warto dodać, że na seansie byliśmy grubo po premierze filmu. Ucieszyliśmy się, bo choć o tematyce filmu nie wiedzieliśmy nic, wiedzieliśmy za to, że został bardzo pozytywnie odebrany.

Piękny przekaz.

Rutyna, która wkrada się w naszą codzienność, wcale nie musi być czymś negatywnym. To od nas zależy jak prowadzimy nasze życie. Nawet jeśli każdego dnia robimy to samo przez 8 godzin. Wszystko wokół może być inspiracją. Ostatecznie powszechnie znienawidzona rutyna, może być czymś wspaniałym. Naprawdę.

Tak właśnie odebraliśmy ten film. Oczywiście to nasza interpretacja. Wydaje nam się jednak, że po seansie, każdy będzie w stanie docenić „prostotę życia”, na którą tak często narzekamy.

Ciesz się z małych rzeczy.

Bardzo często nie doceniamy tego co już mamy. Za często jesteśmy dla siebie zbyt surowi. Chcemy coraz więcej, lepiej, szybciej. Czasem trzeba jednak zwolnić i cieszyć się z tego co już osiągnęliśmy. Nie warto zamykać się na świat i ludzi. Doceńmy to, że żyjemy – jak banalnie to brzmi, ale jak prawdziwie zarazem. Cieszmy się z każdego poranka, tego, że budzimy się obok ukochanej osoby, zapachu świeżej kawy, czy ulubionych płatków z mlekiem na śniadanie. Spójrzmy w lustro i uśmiechnijmy się do siebie, w końcu tacy fajni z nas ludzie

Towarzysz/ka życia.

Nie ma idealnej recepty na udany związek. Każdy z nas jest przecież inny. Istnieją za to elementy składowe, które jak tylko się połączą, powodują szczęście dwojga ludzi. Jednym z takich elementów jest „bycie towarzyszem w podróży zwanej życiem” dla osoby, którą kochamy. Jakie są pozostałe części? Odpowiedzią na to… jest Wasz związek i Wasze „małe rzeczy”, które powodują, że jesteście szczęśliwi Warto je odkrywać i pielęgnować raz za razem. Może to być zwykłe „dzień dobry Kochanie, pięknie dziś wyglądasz”, lub inne ciche gesty jak kanapki do pracy, ugotowanie czegoś pysznego na obiad albo spacer z psem, żeby druga osoba nie musiała tego robić. Tak kochani. To właśnie z tych malutkich elementów zbudowane jest szczęście.

Siedem dni.

„Paterson” opowiada historię małżeństwa… Paterson, którzy mieszkają w mieście Paterson (serio). Skupia się na ich wzajemnych relacjach, codziennych czynnościach, pracy, wspólnych posiłkach, przeżyciach, pasjach, emocjach, ale także na różnicach w podejściu do życia. Oboje świetnie reprezentują powiedzenie „przeciwieństwa się przyciągają„. On wyciszony, stateczny marzyciel, Ona żywiołowa, chaotyczna artystka. Jako widzowie jesteśmy świadkami jak te dwa żywioły idealnie ze sobą koegzystują, na małej przestrzeni własnego mieszkania. Pomimo tych wszystkich różnic film pokazuje nam tych dwoje jako całość, a nie jako osobne byty.

Ania: jedną z moich ulubionych scen jest, gdy Laura wchodzi zawinięta w kołdrę do kuchni, wciąż mając zamknięte oczy, po czym na pytanie męża: „czy już wstałaś?” odpowiada, po prostu „nie” i idzie z powrotem do sypialni

Scena w całości mogłaby zostać odrzucona, bo niby nie wnosi nic do fabuły. Ale na tym właśnie polega życie. Na takich właśnie niby nic nie wnoszących szczegółach i szczególikach. I taki też jest film „Paterson„, prosty, dość powolny, ale piękny zarazem.

Artystyczne dusze.

Mówi się, że każdy człowiek ma jakieś hobby. Coś co pozwala mu oderwać się na trochę od szarej rzeczywistości i pobyć tylko samemu ze sobą. Tutaj mamy do czynienia z nieco innym spojrzeniem na pasję. Nasze Małżeństwo wspiera się nawzajem we wszystkim co robi. Bezwarunkowa miłość i oddanie są tutaj tak mocno widoczne, że aż łapie to za serce.

Wcześniej wspomnieliśmy o tym, że Laura jest artystką. Oj uwierzcie nam, że jej pomysłowa głowa przysporzy Wam wiele uśmiechu podczas seansu Jednak nie tylko ona posiada jakieś uzdolnienia. Fabuła filmu opiera się bowiem na wierszach Patersona, które są de facto tworzone przy pomocy tych wszystkich małych elementów. Inspiracją do napisania wiersza może być np. pudełko zapałek.

Święty spokój.

Gdy wyszliśmy z kina oboje poczuliśmy błogi spokój. Tak jakby nigdzie nie trzeba było się spieszyć. Jakby wszystko wokół zwolniło i liczylibyśmy się tylko my, tu, teraz. Życzymy tego samego uczucia każdemu, dlatego po prostu wybierzcie się do kina na „Patersona”.

Anna i Krystian Kruk

Na „Patersona” wybraliśmy się niemalże „w ciemno”. Nie czytaliśmy opisów i recenzji. Widzieliśmy może ze dwa razy trailer w kinie… i to wystarczyło.