Wybierając się do kina na "Obcy: Przymierze" mieliśmy mieszane uczucia. Początkowo recenzenci wychwalali film, by zaraz po jego premierze określać go mianem nijakiego, średniego, czy po prostu takiego sobie. Inna kwestia, że "Prometeusz" raczej nas nie zachwycił, bo był po prostu nudny. Jak jest w przypadku "nowego Obcego"? Zapraszamy do lektury.

Jakie były zatem nasze oczekiwania? Chcieliśmy przede wszystkim, żeby „Obcy” nie wiał nudą. Zwłaszcza, że parę dni wcześniej byliśmy na „Song to Song”, który pisząc delikatnie nie należał do filmów z najbardziej wartką fabułą. Po drugie, mieliśmy nadzieję, że będzie krwawo i brutalnie… i że będzie dużo Xenomorph’ów

Ludzie należący do załogi statku nie sprawiali wrażenia najmądrzejszych na świecie...

Postacie podejmują decyzje głupie, albo głupsze. Z pewnością nie tak wyobrażalibyśmy sobie ekipę wysłaną w kosmos. Niektórzy ślizgają się na kałuży krwi, inni dotykają wszystkiego co popadnie na obcej planecie, bo czemu by nie. Pomijając fakt, że ponownie nikt nie używa skafandrów… Pierwsze zagrożenie, i nikt nie wie co należy zrobić, nikt nie przestrzega protokołów bezpieczeństwa, a nawet nie myśli racjonalnie. To takie zbiorowisko postaci, które siłą rzeczy są skazane na śmierć, zanim do niej rzeczywiście dojdzie. Podczas seansu zastanawiamy się nie nad tym czy dany bohater zginie, ale raczej kiedy to nastąpi.

O Boże! Ale jak to tak oni wszyscy giną?

Oczywiście to trochę takie uproszczenie, niemniej jednak na szczęście są postaci, na które warto zwrócić uwagę. Do tego grona zaliczymy z pewnością Davida i Waltera granego przez  jednego aktora – Michaela Fassbendera. Ten wypada naprawdę bardzo dobrze. Już w „Prometeuszu” pokazał swoje możliwości, jednak tutaj miał znacznie trudniejsze zadanie, pomijając już fakt, że jego ostatnie role w innych produkcjach nie należały do najbardziej udanych (oczywiście naszym zdaniem). Cieszy zatem, że w „Obcy: Przymierze” Fassbender jest w formie.

Pozytywnie zaskoczyła nas rola Dannego McBride’a, który raczej kojarzony jest z przeciętnych komedii oraz roli wicedyrektora w serialu „Wicedyrektorzy”.

Katherine Waterston, którą kojarzymy tylko z „Fantastycznych Zwierząt” oceniamy neutralnie. Chcąc nie chcąc wszyscy będą oceniać ją przez pryzmat Ripley. Równie dobrze w jej rolę mogłaby się wcielić jakaś inna aktorka.

Gore w kosmosie.

Jet bardzo krwawo i brutalnie. Twórcy wykazali się niezwykłą kreatywnością (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) i pokazali zgony… na różne sposoby. Całość wygląda (nie boimy użyć się tego słowa), widowiskowo, ale również realistycznie, żeby nie powiedzieć finezyjnie. Chcieliśmy krwawych i brutalnych scen i takie właśnie dostaliśmy.

Gdzie te Xenomorphy?

I tutaj trzeba wspomnieć o fabule, bowiem jej obawialiśmy się najbardziej. Na szczęście „Obcy: Przymierze” nie wieje nudą tak jak „Prometeusz”. Dowiedzieliśmy się wiele odpowiedzi na nurtujące nas pytania, niemniej jednak wciąż sporo rzeczy jest niewyjaśnionych. Dlatego też, w najbliższych latach na pewno ujrzymy kolejne filmy z tej serii. Co do Xenomorphów, jak już zapewne widzieliście na trailerach, wyglądają inaczej. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w filmie.

No siema!

Z seansu wyszliśmy usatysfakcjonowani. Dostaliśmy to na co czekaliśmy. Polecamy :) 

Zajrzyjcie do kiosków!

W wybranych kioskach oraz online  można zakupić filmy z serii Obcy na Blu-ray. Koszt jednej części to 29,99 zł. Do wydania dostaniecie książeczkę z dwoma plakatami. Przykładowo pierwsza część posiada film „Obcy: Ósmy pasażer Nostromo” w wersji kinowej i reżyserskiej na jednej płycie. My już mamy

Anna & Krystian Kruk

Wybierając się do kina na „Obcy: Przymierze” mieliśmy mieszane uczucia. Początkowo recenzenci wychwalali film, by zaraz po jego premierze