Na "Nowy początek" wybraliśmy się całkiem randomowo. Dawno nie widzieliśmy żadnego Sci-Fi, więc podjąłem męską decyzję i zarezerwowałem dwa bilety do kina. Teraz mogę pogratulować samemu sobie. Krystian, częściej podejmuj męskie decyzje! Jaki ten film był dobry!

1. Spokój, klimat, napięcie.

To trzy słowa klucze. Zadziwiające, że film może być jednocześnie taki spokojny i niepokojący. Fabuła powoli, małymi kroczkami idzie sobie do przodu. Wszystko dzieje się bez pośpiechu, by za chwilkę zarzucić widza jakimś „smaczkiem”, który choć niepozorny, okazuje się istotny dla całej historii.

2. Sztuka słuchania i wytrwałości.

O czym jest „Nowy Początek”? O próbie nawiązania kontaktu z obcymi, a raczej odkryciu prawdziwego celu ich przybycia na Ziemię. Historia dobrze znana, która pojawiła się już na dużym ekranie wiele razy. Co jednak wyróżnia „Arrival” na tle pozostałych filmów? Przede wszystkim pokazanie samego procesu komunikowania się na płaszczyźnie człowiek – obcy. Ja naprawdę uwierzyłem w to co się działo na ekranie. W sensie, że gdyby naprawdę obcy wylądowali na Ziemi… wiecie o co mi chodzi. Chyba.

Poza tym film nie odpowiada od razu na wszystkie pytania, a raczej wręcz przeciwnie, początkowo z każdą minutą wydaje nam się, że wiemy coraz mniej. Oczywiście w odpowiednim momencie, wszystko składa się w jedną całość. Jednak, by do tego doszło, po drodze musimy zahaczyć o parę twistów fabularnych.

Jak to mówił profesor na zajęciach: „Proces komunikowania się jest o tyle ciekawym zjawiskiem, że zazwyczaj komunikat wysyłany i odbierany nie może mieć takiego samego znaczenia.”

3. Główna bohaterka.

Jak dotąd nie miałem dobrego zdania na temat gry aktorskiej Amy Adams. Wydawało mi się, że w każdym filmie, w którym gra, jest tą samą postacią. Całkowicie zraziła mnie do siebie w „Człowieku ze stali” Nie ukrywam, że byłem bardzo sceptycznie nastawiony do jej roli w „Arrival”… ba, nawet w jakimś stopniu jej postać zniechęcała mnie to do tego by pójść na ten film do kina. Suma summarum, po raz kolejny, okazało się jednak, że nie ma co przyklejać do aktorów „łatki” i patrzeć na nich przez pryzmat innych nieudanych ról.

Amy Adams w „Arrival” pokazała się z zupełnie innej, lepszej, jak dla mnie, strony. Jestem pod wrażeniem! Do tego stopnia, że nie obawiam się o jej rolę w „Zwierzętach Nocy”.

Ta Pani naprawdę potrafi grać!

4. Obcy.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki obcy zostali nakreśleni. Zarówno ich wygląd, technologia, umiejętności, czy „statki”, po prostu robią wrażenie. Cieszę się, że zerwano tutaj z wizerunkiem „przeciętnego humanoidalnego obcego”.

Obcy w „Arrival” bardzo kojarzą mi się z okładką jednego z albumów muzycznych mojego ulubionego zespołu.

„Arrival” może być nowym początkiem dla kina science fiction, z obcymi w tle, które ostatnimi czasy zostało w jakimś stopniu zapomniane.

Jeśli nie widzieliście, koniecznie zobaczcie! Jeśli widzieliście, dajcie znać jakie są Wasze wrażenia po seansie.

Krystian Kruk

Na „Nowy początek” wybraliśmy się całkiem randomowo. Dawno nie widzieliśmy żadnego Sci-Fi, więc podjąłem męską decyzję i zarezerwowałem dwa bilety do kina.