Spora część z Was nie lubi kontynuacji filmowych. Niektórzy skreślają produkcję przed jej obejrzeniem, tylko dlatego, że to kontynuacja. To nie jest rozsądne podejście. Naprawdę można przez to skrzywdzić wiele produkcji. Zwłaszcza, że raz na jakiś czas zdarza się naprawdę dobra „druga część”, która sama jest w stanie się obronić. Gorzej, gdy pod lupę weźmiemy kolejne części danego tytułu. Tutaj, bardzo rzadko można spodziewać się udanego seansu. Jeśli uważasz, że kontynuacje są słabe, to „Naznaczony 3” nie zmieni Twojego podejścia.

Po bardzo dobrej pierwszej części i całkiem udanej kontynuacji, oczekiwania względem „Naznaczonego: Rozdział 3” były ogromne. Naprawdę myślałem, że po seansie będę mógł pokazać środkowy palec wszystkim tym, którzy twierdzą, że nie ma dobrych kontynuacji. No i co? Jajco. „Fuckena” mogę pokazać, ale co najwyżej sobie przed lustrem.

My tu pitu, pitu, ale co tak naprawdę nie zadziałało?
Oj wiele rzeczy, oj wiele…

Film jest naprawdę, ale to naprawdę nudny i dłuuuużżyyyy się niemiłosiernie.

Całość można by porównać do przerywanego snu. Śpisz sobie smacznie, aż tu nagle łubuduu, głośne dźwięki. Nie, to nie sąsiad wracający z imprezy. To głośna scena ze straszydłem. Znowu kładziesz się spać i… JEEB dwie głośne sceny ze straszydłem. Później wstajesz już lekko podirytowany, ale rozbudzony jednocześnie, bo widzisz, że ten dzień może nie będzie taki zły. Niestety, po chwili zaczyna padać deszcz… i znów idziesz spać. Na końcu, ponownie JEEEB i… koniec. Więc nawet nie pośpisz.

A tak całkiem serio. To co w poprzednich częściach było atutem, tutaj po prostu boli.

Liczyłem na sporo scen, w których podskoczę z fotela. Tak, chodziło mi o te sceny z głośną muzyką i zbliżeniem na czyjś ryj. Tak, w poprzednich częściach strach opierał się głównie na tym. Tak, było to dobre. Do tego stopnia, że pomimo tego iż wiedziało się, że zaraz coś wyskoczy, to klimat był taki, że serio można było się wystraszyć. Zwłaszcza, że całości towarzyszyły naprawdę poryte i niepokojące dźwięki. Jak to wyglądało teraz? Ponownie wiesz, że „coś” wylezie, to coś wyskakuje…, oczywiście jest JEEB, ale to JEEB nie straszy. W ogóle.

Ktoś widział, gdzieś fabułę? Nie? Ok to szukam dalej.

Ktoś widział, gdzieś fabułę? Nie? Ok, to szukam dalej.

W poprzednich częściach, dużym plusem były „Straszydła” wszelakiej maści. W rozdziale trzecim… czułem się jakbym oglądał „Scooby Doo”. Demon z maską tlenową… Serio? Przy pierwszym „spotkaniu” ok, ale później, cóż. Scooby chrupkę?

Historia opowiedziana jest na siłę. Naprawdę motyw tak banalny, że aż oczy bolą z patrzenia. Można to było zrobić na sto tysięcy lepszych sposobów. Ale nie. Musi być młoda dziewczyna, która próbuje nawiązać kontakt ze zmarłą mamą, a resztę sobie dopowiedz. OK, dostajemy trochę nowych informacji odnośnie Elise (medium), która była w dwóch poprzednich częściach. Nie, nie zmienia to faktu, że fabuła tego filmu jest żadna.

Na koniec, najgorsza rzecz jaką można było zrobić serii „Insidious”. Mianowicie… wpakować śmieszne, głupie i niepotrzebne teksty, wypowiadane przez bohaterów.

Autentycznie. A to najgłupszy z nich:

Medium rzuca się na ducha z pięściami, ten odskakuje. Chwilę później:

– Medium: Come on BITCH !!!
– Duch: ….

Duch się wystraszył i uciekł….

cojapacze

Czy to wszystko przez zmianę reżysera? Możliwe, ale nie chcę nad tym rozmyślać, dlatego też na tym zakończmy.

To nie jest najsłabszy film jaki widziałem. To nie jest najgorsza kontynuacja horroru, którą dane mi było obejrzeć. Trudno będzie przebić „REC 3” pod względem zepsucia marki… Ale dla mnie, to bardzo duże rozczarowanie. Naprawdę szkoda… Mam nadzieję, że „Sinister 2” nie będzie aż tak tragiczny.