To co czytam w Internetach zaczyna przypominać kopanie leżącego. Czy naprawdę "Batman vs Superman" jest nijakim filmem? Jest. Czy jest aż tak bardzo słaby? Zależy. Daleko mu do ideału, ba, daleko mu do średniego popkorniaka, ale mimo wszystko nie dam sobie wmówić, że to potworek pokroju "Pikseli", ostatniej "Fantastycznej Czwórki", czy nawet durnego "Man of Steel".

Bardzo fajnie, że ludzie mają swój gust, bardzo fajnie, że nie boją się powiedzieć, że film jest słaby. Jednak czy tylko ja mam wrażenie, że nagle zaczęto czepiać się dosłownie wszystkiego? Nie wchodzę w czyjś gust. Nie o to mi chodzi. Jeśli film Ci się podobał, spoko… i odwrotnie, jeśli uważasz, że jest totalnym gównem… też spoko. Chodzi mi o coś zupełnie innego. Wydaje mi się, że sporo osób zaczyna zabawę w „do czego by tu się jeszcze dowalić?”. A to nie jest dobre dla nikogo. 

I tutaj pojawia się spoiler tekstowy. Gdy to czytasz, jestem w połowie pisania  wpisu. I wiesz co? Przyłapałem się na tym, że tak naprawdę mi również sporo rzeczy w tym filmie przeszkadza. Właściwie to więcej, niż mniej. Taki paradoks…

1. Nowy Batman.

Gdy ogłoszono, że Ben Affleck będzie nowym Batmanem, Internet heheszkował. Szczerze, mi też jakoś nie pasował (Żona po seansie dalej twierdzi, że jest słaby). Jednak wg mnie wcielił się w tę rolę całkiem dobrze. Oczywiście zarys postaci jest do poprawy. Zwłaszcza, że wyszedł z niego taki gburowaty czterdziestolatek, który dalej nie może pogodzić się ze stratą rodziców i szuka zaczepki na siłę. Mimo wszystko w stroju Nietoperza wygląda całkiem OK. Nie rozumiem tylko o co chodzi z tymi jego snami. A bo nie wiecie. Batman ma co chwilę jakieś koszmary.

affleck

Nie smuć się Batfflecku. W Tobie jeszcze jest nadzieja.

2. Postaci.

No właśnie. Wyglądowo każdy do swojej roli pasuje (No może poza Lexem Luthorem, który mnie nie przekonuje). Jednak wygląd to jedno, a kwestia tego, co kto robi na ekranie, to już inna sprawa. Paradoksalnie przy dość długim filmie zabrakło czasu żeby rozwinąć pewne wątki związane z konkretnymi postaciami… ewentualnie poświęcono czas na rzeczy zbędne i niekoniecznie zrozumiałe dla szerokiej publiczności. Niby w wersji reżyserskiej będzie więcej scen, ale nie wierzę, że zmienią one cokolwiek. Jestem przekonany, że chciano aż nazbyt skompresować wszystko do jednego wora. Wystarczyło natomiast dopieścić główny wątek fabularny i dobrze napisać dialogi.

3. Czy musiało do tego dojść?

… Widocznie musiało, skoro doszło„. A tak całkiem serio. Powód całej tej walki między bohaterami, wbrew pozorom jest sensowny. Jednak przesłanki, którymi kierują się Superman i Batman już niekoniecznie. Przypomnijmy, że są to superhirołsi… dlaczego więc tutaj zachowują się jak psy z wścieklizną? Nie wiem. Nie przypominam sobie żadnego komiksu, w którym albo jeden, albo drugi działałby w ten sposób.

bvs2

Jesteście tak blisko… porozmawiajcie! Nie? Może jednak? Nie? Ehhh!

4. Chciałbym ten film jakoś obronić...

Serio. Tylko, że nie wiem co napisać, by to zrobić. Bo wiecie „Batman vs Superman” naprawdę jest lepszy od tych potworków, o których wspomniałem w leadzie, a do których go się przyrównuje.  Fabuła niestety zawiodła. Bohaterowie, chcąc nie chcąc, również. Może ta warstwa audiowuzalna, która bądź co bądź robi wrażenie?  Może te pojedynki, które są widowiskowe?  Chyba jednak też nie do końca… bo jak już do pojedynku między głównymi zainteresowanymi dochodzi, to godzą się tak szybko, że aż trudno to ogarnąć. A wystarczyło porozmawiać

Właściwie chyba chodzi o jakiś taki mój sentyment do postaci Batmana. Ewentualnie o to, że pomimo wszystkich tych „niedoróbek” nie oglądało mi się go tak źle, jak chociażby „Man of Steel”.

5. Czy żarciki są potrzebne?

Wychodzi na to, że tak… bo ludziom tego brakuje. Przyzwyczailiśmy się do lekkości, którą oferuje nam Marvel. Filmy od DC próbują być takie poważne. Momentami aż nazbyt. Jednak nie zawsze udaje się to zrobić dobrze. Tutaj też było wszystko aż „za mocno napompowane” – akurat mi to nie przeszkadzało. Co prawda nie wyszło tak dobrze, jak w przypadku trylogii Nolana… ale nie uważam tego za wadę.

bv3

Twoja stara ma na imię Marta!

6. Rankingi i oceny.

Nie sugerujcie się tylko i wyłącznie nimi. Owszem mogą dać jakiś pogląd, ale naprawdę miejcie swój rozum. Wiele razy coś co było „zgnojone” przez każdego, mi się podobało i odwrotnie… To nad czym większość tak się zachwycała, mi totalnie nie podeszło.

Próbowałem być jakimś obrońcą tej produkcji. Niestety, przy rozpisywaniu szczegółów okazało się, że nie mam czego bronić. Tytuł wpisu, który pierwotnie miał być „prześmiewczy” okazał się mieć zupełnie inny wydźwięk. 

Mimo wszystko, zawsze lepiej wyrobić sobie zdanie samemu. Bo to nie jest też tak, że „Batman vs Superman” jest totalnie do dupy.

PS. po napisach końcowych nic nie ma.

Krystian Kruk

Czy naprawdę „Batman vs Superman” jest nijakim filmem? Jest. Czy jest aż tak bardzo słaby? Zależy.