Gdy tylko zobaczyliśmy z Żoną trailer do „Crimson Peak”, wiedziałem że „na ten film trzeba iść do kina”. Wszystko mi tam podeszło: mroczny klimat, nuta gotyckiego horroru, bardzo fajne zdjęcia, czy w końcu nazwiska Hiddleston i Guillermo del Toro. Nie mogłem się doczekać i teraz… jakoś tak to ze mnie zeszło. Bo co prawda z sali kinowej wyszedłem „usytasy”, ale jednak coś mi nie pasuje… Problem polega na tym, że nie wiem co.

Fabularnie jest ok. Szału nima, ale można wczuć się w klimat. Chociaż przyznam się szczerze, że im dłużej się nad tym wszystkim zastanawiam, tym w całej historii widzę głębszy sens.


Ona, młoda Amerykanka, początkująca pisarka z zamożnej rodziny, wychowana przez ojca, wierzy że duchy istnieją. Imię jej Edith.


On, tajemniczy wynalazca z Anglii, który przyjechał do Ameryki, by znaleźć inwestora.
Imię jego Thomas.


Poznają się bardzo szybko i jeszcze szybciej mają się ku sobie. W międzyczasie, ojciec Edith, wykorzystuje swoją pozycję i zaczyna węszyć. Cel jest prosty. Znaleźć „coś” na Thomasa. I nie jest istotne to czy działania ojca dziewczyny są słusznymi podejrzeniami zatroskanego tatusia, czy już desperackim aktem mającym na celu „zatrzymanie” córki przy sobie. Istotne jest to, że „kto szuka, ten znajdzie”.
Żeby za prosto nie było, jest jeszcze siostra Thomasa – Lucille. A ta, jak się możecie domyślać, nie przepada za wybranką brata.


crimson-peak-10-1500x844

Patrzę w Twoje oczy… i wiesz co widzę?


Dochodzi do kilku istotnych wydarzeń, w wyniku których Edith i Thomas muszą udać się do posiadłości mężczyzny w Anglii. I tam zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy. Czy to dom „żyje swoim życiem”, czy to może Edith zaczyna świrować? A może chodzi o coś jeszcze innego? Wszystko z czasem nabiera sensu. Jednak sporo rzeczy jest aż nazbyt oczywiste.


To też nie jest tak, że dostaniecie wszystko podane na tacy, ale brakuje jakiegoś porządnego tweestu, a sama fabuła wydaje się być aż nazbyt prosta. Z drugiej strony, może to i lepiej? Bo po co kombinować na siłę.


Owijam troszeczkę w bawełnę, ale naprawdę trudno pisać o „Crimson Peak” bez spoilerów. A spoilery, to największe zło! I boli mnie, jak czytam te wszystkie recenzje, które po prostu psują seans.

Przepadnijcie, pseudo-recenzenci!


Ale wróćmy do filmu.


Zdjęcia „tego co w tle” to uczta dla oczu. Zarówno wszelkie krajobrazy, dekoracje, ale też budynki są naprawdę śliczne i robią wrażenie. Warstwa wizualna jest po prostu prześliczna. Te stroje, ten klimat, ta muzyka. Jest nad czym robić „ahhhy” i „ohhy”.


maxresdefault

MOJĄ ZAJEBISTĄ GRĘ AKTORSKĄ!!!


Grą aktorską również można się zachwycać… I wiem, wiem do czego mogę porównać moje dzisiejsze odczucia!!

Czuję się tak samo, jak wtedy, gdy byłem po seansie „Tylko kochankowie przeżyją”.

Niby wszystko super, ale brakuje „tego czegoś”. A tym „czymś” jest „nie wiadomo co”. Łapiecie? Nie? Zapewne nie… Ale o tym mogę podyskutować, tylko z tymi, którzy widzieli już „Crimson Peak”. Dla pozostałych, krótkie wyjaśnienie.


Podobnie jak w „Tylko kochankowie przeżyją”, Tom Hiddleston daje z siebie wszystko i udowadnia, że jest bardzo dobrym aktorem. Podobnie jak w „Tylko kochankowie przeżyją” mamy do czynienia z przepiękną muzyką, którą można słuchać i słuchać. Podobnie jak w… mamy naprawdę świetne zdjęcia i w miarę dobrą fabułę.


I wiecie co? Podobnie jak w „Tylko kochankowie przeżyją” mimo to, że wychwalam i wychwalam, to całościowo suma summarum, czegoś mi w tym filmie brakuje… a ja nie wiem dokładnie „czego”. To tak jakby układać puzzle i gdy wydaje ci się, że masz już całość, nie masz pojęcia, gdzie jest ten cholerny ostatni puzzel. Przez co, niby wszystko jest ok, ale jednak nie do końca.


Długo nad tym myślałem. I doszedłem do kilku wniosków.


1. Trailery nieco mnie zmyliły, bo spodziewałem się większej ilości duchów, monstrów, zła i w ogóle. Z drugiej zaś strony już na początku autorzy, postanawiają „pstryknąć” nam w nos. Bowiem w rozmowie dotyczącej swojej powieści Edith mówi do Thomasa, że „duchy to tylko otoczka tej powieści”. Także ten. Sorry.


2. I tak właśnie, na bardzo wiele moich zarzutów film odpowiada w trakcie seansu (a wychwyciłem to dopiero po głębszej analizie i rozmowie z Żoną), a nawet też po nim.


3. Przeszkadzało mi kilka zachowań bohaterów, niepotrzebnych tekstów, które po prostu niszczyły klimat danej sytuacji. Przeszkadzały mi też jumpscare’y.


4. Mimo wszystko, historia zmusiła mnie do myślenia. Nawet jeśli zastanawiam się nad tym „co mi nie pasuje”. Po czasie bowiem, zacząłem dostrzegać więcej rzeczy, które po prostu były dobre.


5. I chciałbym napisać więcej, ale tutaj włączyłyby się tzw. spoiler alerty.


HAHAHA Ale z Ciebie kawalarz.

HAHAHA Ale z Ciebie kawalarz.


Dlatego też, idźcie do kina na „Crimson Peak” i koniecznie dajcie znać jakie są Wasze wrażenia.


Chętnie podyskutuję z kimś, kto film już obejrzał. Zwłaszcza, że po seansie, rozmawialiśmy z Żoną kilka godzin i to dzięki tej wymianie zdań, dostrzegłem rzeczy, które „gdzieś mi umknęły”, lub po prostu film nie pokazał mi ich tak jak należy.


Mimo to, może ktoś z Was znajdzie „ten zagubiony puzzel”, lub utwierdzi mnie w przekonaniu, że jednak, przepadł już na zawsze.